Można siedzieć i płakać nad rozlanym mlekiem.
Zastanawiać się, dlaczego niektóre rzeczy spotkały właśnie nas, a nie kogoś innego.
To takie pieprzenie kotka za pomocą młotka.
Wszystko, co nam się przydarza nie ma jakiegoś głębszego dna.
Dlatego trzeba brać się za siebie i nie skomleć, jak jakieś zwierzę w potrzasku.
Tylko znaleźć wyjście z pojebanej sytuacji i iść dalej.
Mówię to ja – mistrz w narzekaniu i rozpaczaniu nad własnym życiem.
Bo cały czas siedziałam i wyłam, jak wilk do księżyca,
a nic nie robiłam w kierunku zmiany.
Ale najważniejsze jest to, że może w końcu się ogarnęłam.
Bywa trudno, to fakt. Ale nie ma co rozkładać rąk i się załamywać,
przy każdym większym wysiłku.
Straconego czasu już nie odzyskam, ale jest duże prawdopodobieństwo,
że więcej minut już nie przecieknie mi przez palce.
Postaram się o to.
meg