Emocje, które zaczęły mną targać były czymś strasznym. Czułam, jak rozpacz rozpierdala każdą pojedynczą komórkę mojego ciała. Smutek? To co czułam, to coś gorszego niż smutek. Czułam totalną niemoc, absolutny żal i kompletne przygnębienie. Chciałam żyć. Ale nadzieja mnie opuściła. Chciałam istnieć, ale autodestrukcja krzyczała we mnie jak najgłośniejszy huk samolotowych silników. Moja dusza paliła się w ogniu piekielnym. Tylko ciało jeszcze tu było. Na tym cholernym świecie, który z dnia na dzień coraz bardziej zaciskał pętlę na mojej szyi. Ta niemoc, która mnie ogarniała, sprawiała, że nie wiedziałam co ze sobą począć. Co zrobić, by to piekło na ziemi się skończyło. Żal. Do świata, do ludzi, do siebie, do Boga.. Do Boga, który mnie opuścił. Który o mnie zapomniał i pozwolił na to, bym umarła za życia. Bo przecież, to, że w tej chwili moje ciało jeszcze tu było, nie znaczyło, że moja dusza będzie tu razem z nim. Przygnębienie natomiast, nie pozwalało mi racjonalnie myśleć. W głowie tłukł mi się tylko i wyłącznie jeden pomysł. To, by skończyć te męki, by się poddać i już więcej nie cierpieć. Tylko, co byłoby, gdybym się poddała? Resztki zdrowego rozsądku cicho szeptały, by wziąć się w garść i spróbować przezwyciężyć to, co spadło na mnie, jak grom z jasnego nieba. Ten cichy szept, który pragnęłam usłyszeć bardzo głośno, powoli zaczął nabierać mocy. Stawał się coraz wyraźniejszy. To była moja ostatnia  deska ratunku. Ten cichy szept.
-Mów do mnie. Błagam, mów.
Dopiero wtedy zrozumiałam tak naprawdę, co się ze mną dzieje. Dwie sprzeczności.  Życie i śmierć. Stałam po środku. Dokładnie w samym centrum. W którą stronę mam iść? Z jednej strony objęcia Morfeusza. Z drugiej wszystko to, co było prawdziwie moje: Życie. Rodzice, dziewczyny, znajomi.. Kocham ich. Nie mogę im tego zrobić. Życie.. Pragnę żyć! Chcę czuć zapachy kwiatów wiosną. Chcę słyszeć śpiew ptaków latem. Jesienny deszcz, mróz zimą.. Chcę. Chcę! Wygrałam. Teraz wygrałam sama ze sobą. Ale w tej chwili nie wiem, o tym, że przed takim wyborem stanę jeszcze wiele razy. Śmierć upomni się o mnie. I to szybciej, niż myślę.
meg