Szłam do przodu.
Tak w sumie nie patrzyłam nawet dokąd.
Zgubiłam się.
To było do przewidzenia.
Błądziłam kilka tygodni.
Ale odnalazłam właściwą ścieżkę.
Na czas.
Nim umarłam z głodu.
Z pragnienia. Z wycieńczenia.
Teraz wiem dokąd idę.
Znam mój szlak.
Chodziłam tędy tyle razy.
Jeszcze wtedy.
Nim umarłam.
Może coś mnie wskrzesi?
Mam taką nadzieję.
                      meg