hmm…zawsze zastanawiało mnie jedno:
kiedy można już człowieka nazwać przyjacielem?
ile trzeba z nim przeżyć,
by móc tak o nim powiedzieć?
czy kiedykolwiek można osiągnąć pewność,
że ten ktoś jest właśnie moim przyjacielem?
ostatnio doszłam do wniosku,że reguły na to nie ma..
można z kimś przeżyć naprawdę wiele,
ale mimo to ta przyjaźń się jednak nie rodzi..
niby wszystko dobrze,ale coś jest nie tak..
można też znać kogoś jakiś czas,niedługo..
a nawiązać z nim niebywałą więź..czas to jedno..
ale o charaktery,poglądy,osobowość tu chodzi..
dla mnie przyjaciel to taki ktoś,
kto czasem mnie opierdoli i powie,
że przesadzam..
a kiedy sytuacja będzie tego wymagała..
poklepie po ramieniu i powie "coś wymyślimy"..
z przyjacielem będę się śmiać z najgorszych głupot..
bez stresu,tak po prostu..
czasem będziemy siedzieć przy muzyce,
lub w ciszy przy piwie..prowadzić rozmowy,typu
"łeee..ale mnie głowa boli..to ta pogoda chyba",
a przyjaciel odpowie "nooo…tak jakoś niefajnie jest"
..zwykły słowotok,bez górnolotnych wyrażeń..
ale znaczy tak wiele..bo ma się obok przyjaciela..




                                     
                                         Ewelina